Translate

Najnowszy film

Pomóż nam pojechać dalej :)

Klaudyna & Pablito

Klaudyna & Pablito

Kraje w których byliśmy:

Łączna liczba wyświetleń

Obsługiwane przez usługę Blogger.
Flag Counter

Obserwatorzy

Znajdź nas na Facebooku

Szukaj na tym blogu

niedziela, 21 września 2014

Albania bardzo się nam spodobała. Zobaczyliśmy m.in Tiranę, Durres, Vlorę i Sarandę. Kraj zarówno ciekawy jak i dziwny. Ciepłe morze i piękne góry.  Temperatura codziennie przekraczała 33 stopnie.
Autostrady są tam bezpłatne i raczej nie przypominają dobrze znanych nam autostrad europejskich. Ludzie jeżdżą po nich na motorynkach bez kasków, chodzą po nich pieszo.  
Na ulicach w miastach i w ogóle wszędzie pełno śmieci i dzikie wysypiska. Z tym mają naprawdę duży problem. 
Wszędzie spotykaliśmy naprawdę dużo patroli policji, (ale robią dość pozytywne wrażenie) . Na drogach chaos, chyba główna zasada ruchu to kto pierwszy ten lepszy, wszyscy trąbią na wszystkich. 
Mieliśmy też duży problem żeby gdzieś zapłacić kartą i znaleźć działające WiFi. Dużo tam dziko rosnących mandarynek, granatów, kiwi, a na południu bananowce. Po ulicach chodzą sobie osły i krowy. :) 

W nocy dotarliśmy do kempingu w Lezhe, a rano ruszyliśmy w stronę stolicy Albanii, Tirany :)





Tirana: 






Miejscowa waluta:


Durres: 




Im dalej na południe tym takich beczek na ciepłą wodę na dachach jest coraz więcej, przy praktycznie każdym domu :)




Nawigacja zamiast do Vlory, poprowadziła nas na jakąś wieś :) Papierowa mapa to podstawa :) Tym razem mieliśmy ze sobą :)


A tutaj już udało nam się dotrzeć do Vlory. 


Otwarte i niezabezpieczone studzienki kanalizacyjne w Albanii zdarzyło nam się zobaczyć niestety kilka razy.












Kolejny nocleg, gdzieś między Vlorą a Sarandą, mieliśmy blisko morza. Niestety ilość kamieni i twarde podłoże nie pozwoliły nam oraz Niemcom nocującym obok wbić szpilek w ziemię. Musieliśmy poradzić sobie klockami drewna. 






Jedziemy na południe w stronę Sarandy.




 











Na drogę wyszło nam stadko trzech osiołków :)




 
Saranda:











banany :)










Pod koniec naszego pobytu a Albanii, ostatni nocleg spędziliśmy na kempingu, na którym bardzo sympatyczna pani policzyła nam tylko 3,5 euro od osoby i dodatkowo w cenie dostaliśmy rano i wieczorem mrożoną kawę i zimną wodę. Dodatkowo miejsce było przystosowane tak, że co chwilę w ścianach domu i murach ogrodzenia były gniazdka z prądem. Cały obiekt bardzo dostosowany dla turystów :)

 

  również na "piętrze" miejsca dla namiotów.










Następna fotorelacja ze słonecznej Grecji :) Zapraszamy!

0 komentarze: